Podczas dzisiejszego całodniowego treningu spotkaliśmy się w dwudziestoosobowej grupie, żeby wspólnie przyjrzeć się przemocy, współuzależnieniu i temu, co wnosimy do dorosłych relacji z naszych rodzin. Pracowaliśmy z fragmentami filmu „Dom dobry”, ale bardzo szybko rozmowa przestała dotyczyć wyłącznie tego, co wydarzyło się na ekranie. Pojawiły się ważne pytania, osobiste refleksje i dużo emocji. Przyznam szczerze, że kiedy myślę o tym dniu, najmocniej zostaje ze mną doświadczenie naszej obecności przy sobie. Mogliśmy mówić o rzeczach trudnych, słuchać siebie nawzajem i nie zostawać z tym wszystkim w samotności.
Film Wojciecha Smarzowskiego pokazuje historię Gośki i Grześka, których relacja początkowo niesie obietnicę miłości i wspólnego życia. Jest zainteresowanie, są romantyczne gesty i nadzieja, że właśnie udało się spotkać kogoś bliskiego. Później dom, który miał dawać bezpieczeństwo, staje się miejscem zagrożenia. Patrząc na tę historię, warto pamiętać, że Gośka nie wchodzi w relację po to, żeby doświadczać przemocy. Wiąże się z człowiekiem, z którym chce być szczęśliwa. Dla mnie to ważny punkt wyjścia do rozmowy, bo bardzo łatwo zgubić go, kiedy z perspektywy widza zaczynamy oceniać kolejne decyzje bohaterki.
Podczas treningu zastanawialiśmy się, w którym momencie zaczynamy rozpoznawać przemoc. Czy dopiero wtedy, kiedy pojawia się uderzenie, czy również wtedy, kiedy ktoś nas zastrasza, upokarza, ogranicza nasze kontakty i odbiera prawo do decydowania o sobie? Przemoc nie musi zostawiać widocznych śladów. Może polegać na systematycznym wykorzystywaniu przewagi i podporządkowywaniu sobie drugiego człowieka. Dlatego nie wystarczy nazwać jej trudną komunikacją albo powiedzieć, że obie strony powinny bardziej się postarać. W takiej relacji problemem jest również to, że jedna osoba narzuca warunki, a druga ponosi konsekwencje sprzeciwu.
To podporządkowywanie może następować stopniowo. Człowiek zaczyna rezygnować z kolejnych rzeczy, ponieważ chce uniknąć awantury, oskarżeń albo wielogodzinnego tłumaczenia się. Nie spotka się ze znajomymi, nie poruszy określonego tematu, zmieni plany. Z zewnątrz można zobaczyć pojedynczą rezygnację i uznać, że przecież w związku czasem trzeba ustąpić. Kiedy jednak za tymi decyzjami stoi strach, a swoboda jednej osoby coraz bardziej zależy od przyzwolenia drugiej, mówimy o czymś znacznie poważniejszym niż kompromis.
Bardzo poruszający jest dla mnie moment, w którym człowiek przestaje ufać własnej ocenie sytuacji. Czuje, że coś go boli, ale zaraz zaczyna sprawdzać, czy ma prawo tak to przeżywać. Słyszy, że jest przewrażliwiony, że źle pamięta, że znowu robi problem. Z czasem nie potrzebuje już nawet obecności drugiej osoby, żeby powtórzyć sobie te słowa. Sam zaczyna podważać własne uczucia. Zamiast zastanowić się, dlaczego ktoś go poniżył, analizuje, co powinien był powiedzieć inaczej, żeby do tego nie doszło. Ten mechanizm opisywaliśmy już we wcześniejszym tekście o „Domu dobrym”, a dzisiejsza praca pozwoliła nam ponownie się przy nim zatrzymać.
Kiedy rozmawiamy o granicach, musimy przy tym bardzo uważać na język. Nie chciałbym, żeby ktokolwiek wyniósł z tej rozmowy przekonanie, że doświadcza przemocy, ponieważ niewystarczająco dobrze potrafi powiedzieć „nie”. Granica nie przestaje obowiązywać dlatego, że ktoś boi się jej bronić. Odpowiedzialność pozostaje po stronie osoby, która ją narusza. Praca nad rozpoznawaniem własnych potrzeb i odzyskiwaniem wpływu ma służyć osobie krzywdzonej, a nie dostarczać kolejnego wyjaśnienia, dlaczego miałaby obwiniać siebie.
W kontekście doświadczeń z rodzin z problemem alkoholowym wracaliśmy do pytania, czego człowiek musiał nauczyć się w dzieciństwie, żeby poradzić sobie w swoim domu. Czasem było to bardzo uważne obserwowanie nastrojów dorosłych, przewidywanie konfliktu, branie odpowiedzialności za sprawy, które nie powinny należeć do dziecka. Czasem rezygnowanie z mówienia o sobie, bo w domu i tak było już wystarczająco dużo problemów. W naszej pracy ważne jest, żeby zobaczyć także ochronną funkcję tych zachowań. Nie zaczynamy od oceniania, że ktoś źle sobie radzi. Próbujemy zrozumieć, w jakich warunkach nauczył się reagować właśnie w ten sposób i jaką cenę płaci za to dzisiaj.
Jednym z tematów był bardzo krytyczny stosunek do siebie. Warto posłuchać, co mówimy sobie wtedy, kiedy czegoś potrzebujemy, popełniamy błąd albo jesteśmy zmęczeni. Czy potrafimy potraktować siebie ze zrozumieniem, czy natychmiast pojawia się przekonanie, że znowu zawiedliśmy? W pracy nad doświadczeniami rodzinnymi pytamy również o to, skąd znamy ten sposób mówienia. Czy rzeczywiście jest wyrazem naszej dzisiejszej oceny, czy przypomina słowa, które przez lata słyszeliśmy od innych? Nie chodzi o zastąpienie ich wymuszonym optymizmem. Chodzi o możliwość uczciwego powiedzenia sobie, że błąd nie odbiera nam prawa do szacunku, a potrzeba pomocy nie jest dowodem nieudolności.
Nie ma jednej historii wszystkich osób z doświadczeniem DDA czy DDD. Byłoby krzywdzące zakładać, że dzieciństwo w rodzinie z problemem alkoholowym musi prowadzić do określonego rodzaju związku. Zależy mi jednak, żebyśmy mogli przyglądać się temu, co z dawnych doświadczeń nadal wpływa na nasze wybory. Czy troska o drugiego człowieka nie oznacza dla mnie automatycznie rezygnacji z siebie? Czy potrafię odróżnić zainteresowanie od kontroli? Czy kiedy ktoś jest niezadowolony, od razu uznaję, że zrobiłem coś złego? Takie pytania nie mają służyć szukaniu kolejnych wad. Mają pomóc lepiej rozumieć własne reakcje.
W tym miejscu pojawia się temat współuzależnienia. W kontekście problemu alkoholowego mówimy o takim uwikłaniu w życie osoby pijącej, w którym coraz więcej uwagi, energii i decyzji podporządkowane jest jej zachowaniu. Bliska osoba próbuje przewidywać, kontrolować, ratować sytuację i łagodzić konsekwencje picia. Zajmuje się tym, co trzeba wyjaśnić, załatwić i ukryć przed innymi. W długotrwałym napięciu coraz trudniej rozpoznawać własne potrzeby i realizować swoje plany. Można bardzo dobrze wiedzieć, co dzieje się z drugim człowiekiem, i jednocześnie coraz mniej wiedzieć o tym, co dzieje się ze mną.
Dla mnie szczególnie ważne jest, żeby słowo „współuzależnienie” nie stało się oskarżeniem. Nie oznacza ono współodpowiedzialności za czyjeś picie ani za przemoc. Nie używam go też jako etykiety dla każdej osoby, która pozostaje w krzywdzącej relacji. Zanim zaczniemy oceniać czyjeś zachowanie, potrzebujemy zobaczyć warunki, w których ten człowiek żyje. Ustępowanie może być próbą ochrony siebie lub dzieci. Milczenie może wynikać ze strachu przed tym, co stanie się po ujawnieniu sytuacji. Pomaganie wymaga zrozumienia tych okoliczności, a nie wydawania poleceń z bezpiecznej odległości.
W „Domu dobrym” interesowała nas także nadzieja, która wiąże człowieka z relacją. Osoba krzywdzona pamięta przecież początek związku i może czekać na powrót tamtej bliskości. W relacjach przemocowych bywają okresy przeprosin, czułości i obietnic, przeplatane kolejnymi aktami krzywdzenia. Taka zmienność utrudnia ocenę sytuacji: pojawia się ulga i przekonanie, że może tym razem coś rzeczywiście się zmieni. Warto o tym pamiętać, zanim sprowadzimy pozostawanie w związku do braku rozsądku albo silnej woli.
Rozmawialiśmy również o służbach i o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy zaczyna szukać pomocy. Pojawiały się pytania o reakcje otoczenia, o to, czy ktoś potraktuje sprawę poważnie, czy usłyszy osobę, która próbuje opowiedzieć o swojej sytuacji. Bardzo zależy mi na tym, żeby w takich rozmowach nie kończyć na zdaniu, że trzeba po prostu odejść. Wolę zapytać, co jest potrzebne, żeby człowiek mógł podjąć decyzję i zadbać o bezpieczeństwo. Czy ma gdzie się zatrzymać? Czy może liczyć na wsparcie? Czy ktoś pomoże mu zrozumieć dostępne możliwości? To są pytania o rzeczywistą pomoc, a nie o to, jak osoba krzywdzona powinna zachować się według naszych wyobrażeń.
W kontekście profilaktyki alkoholowej trzeba też wyraźnie oddzielić uzależnienie od odpowiedzialności za przemoc. Alkohol może zwiększać ryzyko krzywdzących zachowań, ale ich nie usprawiedliwia. Samo zaprzestanie picia nie gwarantuje, że z relacji znikną poniżanie, kontrola czy zastraszanie. Jeżeli przemoc występuje, wymaga osobnego zajęcia się nią; bezpieczeństwo bliskich nie może czekać na zakończenie leczenia osoby uzależnionej. Rozumienie czyjegoś problemu i trudnej historii nie zobowiązuje nas do znoszenia krzywdy.
Wszystkie te zagadnienia były ważne, ale bez dzisiejszej grupy nasza praca miałaby zupełnie inny charakter. Moglibyśmy omówić pojęcia, przeanalizować film i na tym zakończyć. Tymczasem kolejne wypowiedzi otwierały rozmowę. Jedna osoba nazywała coś ważnego, a następna znajdowała w tym miejsce na własną refleksję. Nie oznaczało to, że nasze historie były takie same. Mogliśmy jednak zobaczyć, jak różne doświadczenia spotykają się wokół podobnych pytań o bezpieczeństwo, bliskość, wstyd i prawo do własnego zdania.
Nie będę przytaczał osobistych historii uczestników. To, czym dzieliliśmy się podczas treningu, pozostaje w grupie. Chcę natomiast podkreślić, że w takiej pracy równie ważne jak możliwość mówienia jest prawo do milczenia. Nikt nie powinien udowadniać swojego zaangażowania przez opowiadanie o najbardziej bolesnych wydarzeniach. W przygotowywanych przez nas materiałach warsztatowych od początku ważne są poufność, możliwość odmowy i szacunek dla tempa każdej osoby. Bez tego rozmowa o granicach przeczyłaby samej sobie.
Myślę, że właśnie tutaj najlepiej widać znaczenie wspólnoty. Nie rozumiem jej jako obowiązku opowiedzenia wszystkiego ani wzajemnego przekonywania się, że będzie dobrze. Chodzi mi o obecność, w której nie trzeba od razu bronić własnych uczuć, przyjmować nieproszonych rad albo tłumaczyć, dlaczego coś nadal boli. Podczas takiej pracy zależy mi, żeby człowiek mógł sprawdzić, jak to jest powiedzieć o swojej potrzebie i nie zostać za nią ocenionym. Żeby mógł też odmówić i zobaczyć, że jego odmowa jest respektowana. To doświadczenie ma dla mnie równie duże znaczenie jak zrozumienie kolejnego mechanizmu.
Jeden trening nie rozwiązuje wszystkich trudności i nie chciałbym przypisywać mu takiej mocy. Może natomiast stać się ważnym fragmentem dalszej pracy. Możemy zacząć zauważać coś, co wcześniej pomijaliśmy, zadać pytanie, na które dotąd nie było miejsca, albo uznać, że potrzebujemy pomocy. Jako prowadzący chcę zostawiać przestrzeń również na to, że każdy uczestnik będzie rozumiał ten dzień inaczej. Nie musimy wychodzić ze wspólnym wnioskiem ani jednakową gotowością do zmian.
Tak rozumiem sens tych spotkań w projekcie „Zacznij żyć swoim życiem”. Zajmujemy się konsekwencjami problemu alkoholowego, ale patrzymy również na człowieka, który przez lata próbował sobie z nimi radzić. Na jego relacje, sposób myślenia o sobie i przekonania dotyczące odpowiedzialności. Zależy mi, żeby w tej pracy było miejsce na odzyskiwanie własnego zdania, zainteresowanie swoimi potrzebami i budowanie życia, które nie jest wyłącznie reagowaniem na kolejny kryzys bliskiej osoby.
Dziękuję wszystkim, którzy byli dzisiaj z nami, za zaufanie i za to, jak wiele wnieśli do wspólnej pracy. Był to dla mnie ważny czas, także dlatego, że mogliśmy zatrzymać się przy doświadczeniach, które trudno pomieścić w codziennym pośpiechu. Były rozmowy, poruszenie i cisza. Ta cisza nie musiała oznaczać osamotnienia, bo mogliśmy po prostu pozostać przy sobie, bez konieczności natychmiastowego znalezienia odpowiedzi.
Chciałbym, żebyśmy tworzyli więcej takich miejsc. Takich, w których można zacząć mówić, ale nie trzeba się spieszyć; w których cudza obecność nie oznacza kolejnych oczekiwań. Po dzisiejszym dniu mam poczucie, że właśnie tego bardzo potrzebujemy: możliwości zajęcia się swoim doświadczeniem przy innych ludziach, z szacunkiem dla tego, co każdy z nas przeżył i na co jest dzisiaj gotowy.
Tomasz Rejent
psycholog, psychoterapeuta
Fundacja Pomocy Psychologicznej i Edukacji Społecznej RAZEM
Materiał powstał w ramach projektu „Zacznij żyć swoim życiem”. Zadanie publiczne dofinansowane ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego. Zrealizowano w ramach Wojewódzkiego programu profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych oraz przeciwdziałania narkomanii województwa mazowieckiego.
Osoby doświadczające przemocy i ich bliscy mogą uzyskać wsparcie pod całodobowym numerem „Niebieskiej Linii”: 800 120 002. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia należy dzwonić pod 112.








